Franciszek kończy podróż do Chile. We Mszy dla ludów tubylczych wzięło udział 400 tys. wiernych

Na trzeci dzień wizyty apostolskiej Franciszka w Chile - 17 stycznia, złożyły się także spotkanie z młodzieżą oraz wizyta na Chilijskim Papieskim Uniwersytecie Katolickim • Papież zjadł obiad z przedstawicielami mieszkańców regionu Araukania w Temuco • Papieska wizyta przebiega pod hasłem "Pokój mój daję wam"

To szósty pobyt papieża Bergoglio na kontynencie południowoamerykańskim i 22. podróż zagraniczna. Franciszek kończy swój pobyt w Chile i uda się z wizytą do Peru, gdzie pozostanie do 22 stycznia.

Msza św. dla ludów tubylczych

Przed południem 17 stycznia Franciszek odprawił Mszę świętą „o rozwój ludów” na lotnisku Maquehue w chilijskim Temuco. Wzięło w niej udział ok. 400 tys. wiernych wśród których była liczna grupa rodaków papieża z Argentyny.

Papież rozpoczął homilię od pozdrowienia w rodzimym języku Mapucze: „Mari, Mari” – Dzień dobry i „Küme tünngün ta niemün” – „Pokój wam”.

Sławiąc piękno regionu Araukaríi i przywołując słowa wybitnej chilijskiej poetki Gabrieli Mistral ku czci tej chilijskiej ziemi, Ojciec Święty pozdrowił szczególnie członków ludu Mapucze, a także innych ludów tubylczych, którzy mieszkają na tych ziemiach południowych: Rapanui (Wyspa Wielkanocna), Aymara, Quechua i Atakamów i wiele innych.

Zwrócił uwagę, że Araukaría nie tylko zachwyca pięknem ziemi, ale doświadcza też cierpienia, którego nie można przemilczeć. Zaznaczył przy tym, że Msza św., którą sprawuje, jest w intencji jej mieszkańców oraz cierpień i bólu, będących ich udziałem. Wskazał przy tym, że na lotnisku Maqueue dochodziło wcześniej do poważnych aktów łamania praw człowieka. „Ofiarowujemy tę Mszę św. za tych wszystkich, którzy cierpieli i umarli oraz za tych, którzy każdego dnia dźwigają na swoich barkach ciężar wielu niesprawiedliwości” – powiedział Ojciec Święty i poprosił o chwilę milczenia, aby ich uczcić.

Nawiązując do słów z Ewangelii i modlitwy Jezusa do Ojca, aby „wszyscy byli jedno”, Franciszek zauważył, że jednym z największych zagrożeń, które dotyka i będzie dotykało chrześcijan i całą ludzkość, jest podział i konflikt, upokarzanie jednych przez drugich i dlatego zachęcił, aby podczas Eucharystii wszyscy modlili się do Boga o jedność, by nie dopuścić, by pokonały nas konflikt lub podziały. „Ta jedność, o którą błagał Jezus, jest darem, o który należy uporczywie prosić dla dobra naszej ziemi i jej dzieci” – podkreślił papież.

Przestrzegł przed pokusą mylenia jedności z jednorodnością, ponieważ jedność nie rodzi się ani się nie zrodzi z neutralizowania lub wyciszania różnic. „Jedność nie jest ani atrapą, ani przymusową integracją, ani harmonizującym wykluczeniem” – powiedział Franciszek, podkreślając, że jedność jest pojednaną różnorodnością, gdyż nie dopuszcza, aby w jej imieniu usprawiedliwiano niesprawiedliwości osobiste lub wspólnotowe. „Potrzebujemy bogactwa, które każdy może zaoferować i musimy odłożyć na bok logikę sądzenia, że istnieją kultury wyższe lub niższe” – zaapelował.

Przywołując przykład tkania pięknego chamala – indiańskiego płaszcza, Franciszek zwrócił uwagę, że sztuka jedności wymaga i żąda autentycznych rzemieślników, którzy potrafią zharmonizować różnice w „warsztatach” wiosek, ulic, placów i krajobrazów. „Nie jest to dzieło sztuki wykonane zza biurka lub tylko na podstawie dokumentów, jest to sztuka wysłuchania i rozeznawania” – powiedział Ojciec Święty.

Podkreślił, że jedność, jakiej potrzebują nasze narody, wymaga, abyśmy się nawzajem słuchali, ale przede wszystkim, abyśmy się nawzajem uznawali a to wprowadza ludzi na drogę solidarności jako sposobu na tkanie jedności jako sposobu budowania historii. Kaznodzieja stwierdził, że solidarność jest jedyną bronią przeciwko „wylesianiu” nadziei i wezwał: „Panie, uczyń nas budowniczymi jedności”.

Zaznaczył następnie, że budowanie jedności wymaga odpowiednich środków prowadzących do tego celu. Zwrócił uwagę na dwa rodzaje przemocy, które zamiast przyspieszać procesy jedności i pojednania, w ostateczności im zagrażają.

Papież przestrzegł przed tworzeniem „pięknych” porozumień, które nigdy nie zostaną wprowadzone w życie. „Świetne słowa, wykończone plany – i konieczne – ale które nie stają się konkretem, kończą się «wymazaniem łokciem tego, co napisano ręką». To także jest przemocą, ponieważ niweczy nadzieję” – powiedział Franciszek.

Dalej przestrzegł przed „kulturą wzajemnego uznawania” budowaną na podstawie przemocy i zniszczenia, które ostatecznie żądają ceny życia ludzkiego. „Nie można prosić o uznanie, unicestwiając drugiego, ponieważ wytwarza to tylko większą przemoc i podział. Przemoc nawołuje do przemocy, zniszczenie powiększa pęknięcia i podziały” – powiedział papież i dodał: „Dlatego mówimy «nie przemocy, która niszczy» w którejkolwiek z jej dwóch form”.

Postawy te papież nazwał „lawą wulkanu”, która niszczy wszystko, wszystko spala, pozostawiając za sobą jedynie bezpłodność i pustkę. „Starajmy się i niestrudzenie poszukujmy dialogu na rzecz jedności. Dlatego stanowczo mówimy: Panie, uczyń nas budowniczymi Twojej jedności” – zaapelował Franciszek.

Na zakończenie przywołał mądrość przodków ludu Mapuche, że jesteśmy powołani do dobrego życia, co w ich języku brzmi: „Küme Mongen”. „Jak wielką drogę trzeba przejść, jak długą drogę, aby się nauczyć! – powiedział Franciszek i wezwał: „Dlatego, bracia, dla dzieci tej ziemi, dla dzieci ich dzieci, mówmy wraz Jezusem do Ojca: że my również jesteśmy jedno; uczyń nas budowniczymi jedności”.

Po kazaniu odmówiono modlitwę wiernych. W pierwszym wezwaniu proszono Boga, aby objawił w Chile swoją chwałę narodom, strzegł dzieł swego miłosierdzia, aby Kościół na całej ziemi wytrwał w niezachwianej wierze w wyznawanie Jego imienia oraz pomagał właściwą sobie dobrocią papieżowi, którego ustanowił Następcą Piotra. W drugiej modlitwie proszono, aby Pan – przyjaciel pokoju – pozwolił zrozumieć, że poznanie Go oznacza życie a służenie Mu jest królowaniem oraz aby uwolnił ludzi od przemocy. Trzecie wezwanie dotyczyło rodzin, aby znalazły w Bogu silną podstawę i aby ogniska domowe były miejscem cnót i miłości Rodziny Świętej. W czwartej modlitwie proszono za ludy tubylcze, zwłaszcza „za nasz lud Mapuche”, aby wierne swej kulturze i swym tradycjom, przyczyniały się swą pierwotną mądrością do prawdziwego postępu tego regionu. W piątym wezwaniu modlono się o Bożą pomoc dla rolników, uprawiających ziemię, aby mogli oczekiwać jej owoców w obfitości i w szóstym za emigrantów chilijskich na całym świecie, aby Bóg błogosławił im w ich życiu.

Na zakończenie Mszy, przed błogosławieństwem, przemówił biskup Temuco – Héctor E. Vargas Bastidas SDB. Podziękował on Ojcu Świętemu za przewodniczenie tej liturgii i za jego słowa nauczania i pociechy. Zaznaczył, że przemawia w imieniu nie tylko swojej diecezji, ale też w ogóle Kościoła z Południa kraju, „z peryferii” i dodał, że jest to ziemia bogata w surowca, ale też swą kulturą, tradycjami, silna wiarą. Jej wielkim bogactwem są ludy tubylcze, które wiele wniosły do dorobku tego regionu i całego kraju, ale też wiele wycierpiały. Zapewnił, że lud tutejszy jest pełen radości z obecności na tym terenie Następcy św. Piotra i pragnie dochować wierności jemu i Kościołowi.

Ojciec Święty ze swej strony ofiarował na ręce biskupa dla całej diecezji kielich mszalny a następnie udzielił wszystkim kończącego liturgię błogosławieństwa.

Wśród wiernych jedną z najliczniejszych grup byli Mapucze, największy lud tubylczy w kraju, zamieszkujący południe Chile i Argentyny. Obecnie należy do niego ok. 600 tys. osób. Odbieranie im ziemi i praw rozpoczęło się na początku lat 60. XIX w. po ogłoszeniu niepodległości Chile w 1818 roku. Na zamieszkane przez nich tereny wkraczało wojsko, siłą pozbawiano ich ziemi, niszczono ich tradycję i język. Od lat Mapucze domagają się przyznania należnych im praw i odzyskania swych dawnych ziem, zagarniętych przez białych kolonizatorów. Najbardziej radykalni przedstawiciele tego ludu od ponad roku podpalają kościoły katolickie i protestanckie na swych terenach, aby w ten sposób zwrócić uwagę opinii publicznej nie tylko w Chile, ale też za granicą, na swe problemy i uczynić je głośnymi i widocznymi.
Po Mszy św. Franciszek pojechał do domu „Madre de la Santa Cruz” [Matki Krzyża św.].

Obiad z mieszkańcami Araukaníi

Po Mszy św. na terenie dawnego lotniska Maquehue koło Temuco Franciszek udał się do Domu „Matki Krzyża Świętego”, należącego do Zgromadzenia Sióstr Krzyża Świętego, gdzie zjadł obiad. Uczestniczyli w nim również miejscowy biskup Héctor Eduardo Vargas Bastidas SDB i 11 mieszkańców Araukaníi – regionu, którego stolicą jest Temucoa. Przed opuszczeniem budynku Ojciec Święty udał się na krótką modlitwę do kaplicy ich Domu i spotkał się z mieszkającymi tam ok. 40 siostrami i kilkoma kapłanami w podeszłym wieku a także z niektórymi przełożonymi zgromadzeń zakonnych, działających w diecezji. Na zakończenie wymieniono dary.

Oprócz biskupa miejsca w obiedzie wzięli udział: ośmioro przedstawicieli Mapuczów (4 kobiety i 4 mężczyzn) oraz po jednej osobie reprezentującej ofiary przemocy na wsi, drobnych rolników (kolonów) i najnowszą imigrację – jeden Haitańczyk.

Franciszek ofiarował siostrom z Domu Matki Krzyża Świętego obraz majolikowy przedstawiający Matkę Bożą Miłosierdzia z Sabaudii. Wykonała ją pracownia ceramiki artystycznej Giuseppe Mazzottiego z Albisoli w Sabaudii w północnych Włoszech.

Spotkanie z młodzieżą

Po powrocie z Temuco Franciszek po południu spotkał się z młodymi Chilijczykami w Narodowym Sanktuarium Maryjnym w Maipú koło Santiago de Chile.

Na wstępie spotkania młody człowiek Ariel pozdrowił Ojca Świętego w imieniu wszystkich zebranych. Wyrażając radość i dumę z obecności wśród nich Następcy św. Piotra, podziękował mu za przybycie i za to, że nastąpiło to w okresie przygotowań do Synodu o młodzieży, który zbierze się w październiku w Watykanie. W całym kraju trwają również przygotowania do tego wydarzenia. Podkreślił ponadto, że dzisiejsze Chile jest zupełnie inne od tego, które ponad 30 lat temu odwiedził Jan Paweł II, ale nie zmieniła się miłość i uczucia żywione do papieża.

Następnie młoda dziewczyna wniosła duży drewniany błękitny Krzyż Chile i czerwoną wstęgę, symbolizującą krew Pana Jezusa, którą papież przypiął do symbolu Męki Pańskiej. Po odczytaniu fragmentu Ewangelii św. Jana zabrał głos papież, którego przemówienie było w znacznym stopniu improwizowane.

„Bądźcie bohaterami takiego Chile, o jakim marzą wasze serca” – powiedział na wstępie, dodając, że serca młodych marzą wiele o wielkich rzeczach, gdyż to właśnie na tych ziemiach narodziły się doświadczenia, które z czasem rozszerzyły się i rozmnożyły w innych krajach tego kontynentu. Te marzenia mają tacy jak wy, którzy potrafili przeżyć przygodę wiary – mówił dalej Ojciec Święty, wyjaśniając, że to wiara wywołuje w młodych uczucia przygody, która wzywa do wędrowania przez niewiarygodne krajobrazy, przez trudności i niepokoje, ale wy lubicie przygody i wyzwania, co więcej one was jeszcze bardziej pobudzają”.

W tym kontekście mówca wyjaśnił, że widać to na przykładzie wielkiego zaangażowania młodych w pomaganie ofiarom klęsk żywiołowych i „wiele mówi to o wielkoduszności waszych serc”.

„W swej posłudze biskupiej mogłem nieraz stwierdzić, że istnieją bardzo liczne dobre idee w sercach i umysłach młodych. Są oni niespokojni, twórczy, poszukujący, myślą idealistycznie” – chwalił młodych papież. Przyznał, że „problemem jesteśmy my, dorośli, którzy często, mając głowy pełne różnych mądrości, mówimy: «Myślisz tak, bo jesteś młody, niedługo dorośniesz»”. Skrytykował taki sposób myślenia, mówiąc, że może on stwarzać wrażenie, jakoby dorosłość miała oznaczać godzenie się na niesprawiedliwość, wiarę w to, że nic nie da się zrobić i ze wszystko zawsze tak było. Tymczasem dorosłość nie jest zmniejszaniem czujności i dopuszczanie do kupowania siebie przez innych za dwa grosze, „nie na tym ona polega!” – gorąco przekonywał Ojciec Święty. I dodał: „To jest korupcja, a prawdziwa dorosłość polega na wspólnym niesieniu naprzód swych marzeń, a nie rezygnacji z nich”.

W tym kontekście Franciszek zaznaczył, że „biorąc pod uwagę całą rzeczywistość młodych ludzi”, postanowił zwołać w tym roku Synod Biskupów im poświęcony, a przed nim Spotkanie Młodych. Chodzi o to, „aby poczuli się oni i byli głównymi postaciami w sercu Kościoła, aby pomóc nam sprawić, że Kościół ma młode oblicze, i to nie przez używanie kremów odmładzających, ale dlatego, że w głębi serca pozwala, aby młodzi go pytali, aby móc być każdego dnia coraz bardziej wiernym Ewangelii”. „Święta Matka Kościół potrzebuje tego, abyście dorastali duchowo i mieli odwagę powiedzieć: «To mi się podoba, a to nie», abyście mogli mówić to, co myślicie” – mówił dalej Franciszek.

Wspomniał następnie o spotkaniu młodych z całego świata, zaplanowanym na tydzień przed Niedzielą Palmową, gdy obchodzony będzie kolejny Światowy Dzień Młodzieży. Dodał, że obawia się „filtrowania” wiadomości, dlatego chce wysłuchać młodych bezpośrednio. poprosił, aby wtedy mówili a nie milczeli. „Jeśli nie mówicie, jak możemy wam pomóc?” – zapytał retorycznie. Oświadczył, że zbiorą się tam zarówno katolicy, jak i członkowie innych wyznań, chrześcijanie, jaki wyznawcy innych religii i ci, którzy sami nie wiedzą, w co wierzą.

„Jakże potrzebuje Kościół chilijski was, abyście wstrząsnęli nami i pomogli nam być bliżej Jezusa!” – zawołał papież. I dodał: „Wasze pytania i wasza chęć wiedzy, bycia wielkodusznymi wymagają od nas, abyśmy byli bliżej Jezusa. Wszyscy jesteśmy wezwani do bycia bliżej Jezusa”.

Franciszek opowiedział anegdotę. Zapytał kiedyś młodego człowieka, co mogłoby wprawić go w zły humor. A on odpowiedział: „Kiedy w telefonie komórkowym wyczerpuje się bateria albo gdy tracę sygnał internetowy”, bo wtedy traci on wszystko, co się dzieje wokół, „jestem poza światem, jak zawieszony”. I „«w takich chwilach spieszę się, aby znaleźć ładowarkę lub sieć Wi-Fi i hasło, aby ponownie się połączyć»” – wspominał Ojciec Święty. Zaznaczył, że „podobnie może się zdarzyć z wiarą: po początkowym okresie drogi i zapału nadchodzą chwile, w których nieświadomie zaczyna padać nasza podręczna komórka i zaczynamy nie mieć połączenia, być bez baterii, a wtedy stajemy się niezadowoleni, nieufni, smutni, bezsilni i widzieć wszystko w złym świetle” – przekonywał papież.

A gdy zostajemy bez tego „połączenia”, które ożywia nasze marzenia, serce zaczyna tracić siłę, jest bez ładunku i – jak mówi piosenka – „hałas wewnętrzny i samotność na ulicy izolują nas od wszystkiego. „Bez połączenia z Jezusem kończymy, zaprzeczając swym ideom” – powiedział Ojciec święty. „Jesteśmy odcięci ode świata, od tego, co się na nim dzieje” – dodał.

„Niepokoi mnie, gdy niektórzy, tracąc ów «sygnał», myślą, że nie mając już nic do dania i wyglądają na zagubionych” – mówił dalej Franciszek. Wezwał swych młodych słuchaczy, aby nigdy tak nie uważali albo że już nikogo nie potrzebują. Takie myślenie, jak zwykł mawiać św. Albert Hurtado, jest radą diabelską, gdy tymczasem „wszyscy jesteśmy niezbędni i ważni” – stwierdził mówca. Dodał, że każdy powinien raczej zapytać: „Co mam do dania w swoim życiu?”, a jeśli uważasz, że nic, wówczas spróbuj pospiesznie znaleźć coś takiego, co możesz dać.

Jeszcze raz odwołując się do świętego jezuity chilijskiego, Franciszek przypomniał jego „złotą zasadę”, aby „zapalić w sercu ogień zdolny do podtrzymania żywej radości” i niech to będzie „hasło” do „waszych komórek”: „Co zrobiłby Chrystus na moim miejscu?”. Ojciec Święty kilkakrotnie powracał jeszcze do tej maksymy, a nawet wzywał młodych, aby ją głośno powtarzali. „Co zrobiłby Chrystus w szkole czy na stadionie?” – pytał. To jest PIN, aby załadować wasze serca, zapalić wiarę i iskrę w naszych oczach – mówił dalej papież. Wyjaśnił, że chodzi o płonące oczy, „abyśmy mogli odkrywać, że Jezus jest źródłem życia i radości”. Macie być głównymi postaciami historii, „gdyż chcemy zarażać tą iskrą wiele zgaszonych serc” – namawiał Ojciec Święty. „Co zrobiłby Jezus na moim miejscu?” – powtórzył Franciszek.

„Drodzy przyjaciele, bądźcie odważni, wychodźcie na spotkanie swych przyjaciół, tych, których nie znacie lub przeżywających trudne chwile” – życzył na zakończenie swym słuchaczom. „Idźcie z jedyną obietnicą, jaką mamy: pośród pustyni, na ulicy, w przygodzie będzie zawsze połączenie, jedyna bateria. Nie będziemy sami, zawsze będziemy cieszyć się towarzystwem Jezusa, Jego Matki i wspólnoty, wspólnoty, która z pewnością nie jest doskonała, ale to nie znaczy, że nie mamy wiele do kochania i ofiarowania innym” – dodał. „Bądźcie młodymi Samarytanami, którzy nie zostawiają nikogo porzuconego na ulicy, (…) młodymi Cyrenejczykami, którzy pomagają Chrystusowi nieść Jego krzyż i dzielić cierpienia swych braci, bądźcie jak Maria Magdalena, namiętna poszukiwaczka miłości, która dopiero w Jezusie znajduje odpowiedzi, które są jej potrzebne” – życzył na zakończenie.

Po przemówieniu, wielokrotnie przerywanym oklaskami, Franciszek nałożył ofiarowany przez siebie różaniec na rękę czczonej w tym sanktuarium figury Matki Bożej z Góry Karmel i Patronki Chile oraz ofiarował na pamiątkę dla sanktuarium kielich mszalny. Następnie żegnany owacjami młodych opuścił plac przed świątynią, pozostając jeszcze przez chwilę przy grupie niepełnosprawnych.

Wizyta na uniwersytecie

Po spotkaniu z młodymi Franciszek pojechał na Papieski Uniwersytet Katolicki w Santiago de Chile. Tam powitał go wielki kanclerz uczelni, kard. Ricardo Ezzati, oraz jej rektor, prof. Ignacio Sánchez Díaz. Franciszek pomodlił się chwilę pod krzyżem umieszczonym w rektoracie. Następnie przeszedł przez poszczególne na dziedziniec uczelni.

Witając Ojca Świętego rektor Papieskiego Uniwersytetu Katolickiego Chile. Podkreślił znaczenie papieskiej wizyty dla swej ojczyzny a także na tej uczelni, która niebawem będzie obchodziła 130 lat swego istnienia. Zaznaczył także jej znaczenie dla życia kraju, poprzez dążenie do tego co piękne, dobre i prawdziwe. Prof. Ignacio Sánchez Díaz zaznaczył także zaangażowanie tej placówki w obronę życia od poczęcia aż do naturalnego kresu, oraz rodziny, jako podstawowej komórki życia społecznego. „Mamy ważne wyzwania dla naszej ojczyzny, które są związane z koegzystencją narodową i zdolnością do większej wspólnotowości. Twoja obecność Ojcze Święty stanowi ważny bodziec dla naszego nawrócenia osobistego” – stwierdził rektor.

Następnie głos zabrał Franciszek. Przypomniał, że prawie 130 historia uniwersytetu jest w pewien sposób spleciona z historią Chile. Nawiązał do słów powitania rektora uczelni, który powiedział: „Mamy ważne wyzwania dla naszej ojczyzny, które są związane z `koegzystencją narodową` i zdolnością do `większej wspólnotowości`”.

Mówiąc o „koegzystencji narodowej” papież na wstępie wskazał na wyzwania stojące przed współczesnym światem. „Przyspieszone tempo i niemal gwałtowne wszczęcie niektórych procesów i przemian narzucających się w naszych społeczeństwach zachęcają nas spokojnie, lecz bezzwłocznie do refleksji, która nie byłaby naiwna, utopijna, a tym mniej woluntarystyczna” – powiedział papież zastrzegając, że nie oznacza to hamowania rozwoju wiedzy, ale uczynienie z uniwersytetu uprzywilejowanej przestrzeni dla dialogu, spotkania ponieważ prawdziwa mądrość, jest owocem refleksji, dialogu i wielkodusznego spotkania między ludźmi”.

Podkreślił, że dla koegzystencji narodowej ważne jest wychowanie do współistnienia, uczenia myślenia i rozumowania w sposób integrujący czyli kształtowania „forma mentis” – mentalności.

Franciszek wskazał na konieczność rozwijania tzw. „alfabetyzacji integrującej”, czyli takiego prowadzenia procesu edukacji który integrowałaby i harmonizował intelekt (głowę), uczucia (serce) i działanie (ręce). „Da to i pozwoli studentom na harmonijny rozwój nie tylko na poziomie osobistym, ale jednocześnie na poziomie społecznym” – powiedział papież i dodał: „W tym celu trzeba uczyć przemyślenia tego, co się czuje i co się czyni; odczuwać to, co się myśli i czyni; czynić to, co się myśli i czuje. Jest to dynamizm zdolności służący osobie i społeczeństwu”.

Przestrzegł przed „rozwodem” między wiedzą a językami, analfabetyzmem na temat tego, jak integrować różne wymiary życia, które powodują jedynie fragmentyzację i destrukcję społeczną.

Przytoczył diagnozy współczesnych filozofów, polskiego i francuskiego: Zygmunta Baumana i Gilles`a Lipovetskyego o „płynnym” i „lekkim” społeczeństwie, w którym zanikają punkty odniesienia, począwszy od tych, na których ludzie mogą tworzyć siebie indywidualnie i społecznie. Ich zdaniem nowym miejscem spotkań jest dziś „chmura”, naznaczona brakiem stabilności, ponieważ wszystko ulatuje, a tym samym traci spójność.

Franciszek podkreślił, że brak spójności może być jedną z przyczyn utraty świadomości przestrzeni publicznej, która wymaga minimum transcendencji odnośnie do trosk osobistych (żyć bardziej i lepiej), aby budować na fundamentach, które ujawniają ów ważny wymiar naszego życia jakim jest „my”.

Zdaniem papieża brak świadomości i doświadczenia wspólnoty powoduje, że bardzo trudno jest i będzie zbudować państwo, gdyż istotne i ważne jest jedynie to, co dotyczy jednostki, a wszystko, co pozostaje poza nią staje się zbyteczne. „Bez `my` narodu, rodziny, państwa, a jednocześnie bez `my` przyszłości, dzieci i dnia jutrzejszego; bez `my` miasta, które `mnie` przekracza i byłoby bogatsze niż troski indywidualne, życie będzie nie tylko coraz bardziej sfragmentaryzowane, ale także bardziej konfliktowe i naznaczone przemocą” – przestrzegał Franciszek i dodał: „W tym sensie uniwersytet żyje wyzwaniem rodzenia w swoim łonie nowych dynamik, które przezwyciężałyby wszelką fragmentyzację wiedzy i pobudzały prawdziwą universitas”.

Dalej Franciszek wskazał na konieczność kształtowania przez uniwersytet umiejętności rozwoju we wspólnotowości.

Z uznaniem mówił o „ewangelizacyjnej i radosnej żywotności” duszpasterstwa akademickiego na papieskim uniwersytecie i organizowanych przez nie corocznych misji w różnych częściach kraju. „`Misjonarz` nigdy nie powraca bowiem z misji taki sam, jak wcześniej. Doświadcza przejścia Boga w spotkaniu z tak wieloma twarzami” – powiedział Franciszek i podkreślił, że te doświadczenia nie mogą pozostać odizolowane od programu studiów uniwersyteckich ponieważ obecna kultura wymaga nowych form zdolnych do włączenia wszystkich aktorów, którzy tworzą rzeczywistość społeczną, a zatem edukacyjną.

Wskazał na potrzebę poszerzenia koncepcji wspólnoty edukacyjnej, która musi stawić czoło wyzwaniu aby nie być odizolowaną od nowych form poznania, a także aby nie budować poznania na marginesie jego adresatów. „Trzeba, aby nabywanie wiedzy było zdolne do wygenerowania interakcji między aulą a mądrością ludów, które tworzą tę błogosławioną ziemię” – zaznaczył Franciszek. Jego zdaniem konieczna jest synergia między rygorem naukowym a intuicją ludową. Papież zacytował fragment swojej encykliki „Laudato si’”: „W tym kontekście konieczne jest zwrócenie szczególnej uwagi na wspólnoty rdzennych mieszkańców z ich tradycjami kulturowymi. Nie są oni zwykłą mniejszością wśród innych, ale przeciwnie, muszą się stać głównymi partnerami, zwłaszcza gdy chodzi o duże projekty dotyczące ich terenów”.

Franciszek zaznaczył, że posługa uniwersytecka musi zawsze dążyć do jakości i doskonałości oddanych w służbie koegzystencji narodowej. „W tym sensie można powiedzieć, że uniwersytet staje się laboratorium dla przyszłości kraju, ponieważ potrafi objąć życie i drogę ludu, przezwyciężając wszelką logikę antagonistyczną i elitarną wiedzy” – powiedział.

Papież przestrzegł przed utajoną pokusą całego środowiska akademickiego, aby sprowadzić stworzenie do pewnych schematów interpretacyjnych, pozbawiając je właściwej jemu tajemnicy, która pobudzała całe pokolenia do poszukiwania tego, co jest słuszne, dobre, piękne i prawdziwe.

Zaznaczył, że przed środowiskiem uniwersytecki stoi prorocza misja. „Jesteście powołani do generowania procesów, które rzuciłyby światło na współczesną kulturę, proponując odnowiony humanizm, który unikałby popadania we wszelkiego rodzaju redukcjonizm” – powiedział Franciszek i dodał na zakończenie: „A to oczekiwane od nas proroctwo skłania nas bardziej do poszukiwania nieustannie nowych przestrzeni dialogu niż konfrontacji; bardziej przestrzeni spotkania niż podziału; dróg przyjaznej rozbieżności, abyśmy różnili się z szacunkiem między osobami, które pielgrzymują starając się uczciwie iść naprzód we wspólnocie ku odnowionej koegzystencji narodowej.

Następnie zebrani przekazali Ojcu Świętemu dary świadczące o zaangażowaniu społeczności akademickiej w działalność społeczną, naukową – w tym promując katolicką naukę społeczną. Papież pozdrowił przedstawicieli wspólnoty Papieskiego Uniwersytetu Katolickiego Chile.

Po spotkaniu Franciszek wsiadł do papamobilu, którym pośród entuzjastycznie pozdrawiających go wiernych dotarł do nuncjatury apostolskiej.

Dzisiaj w ostatnim dniu wizyty papież odprawi Mszę św. na Campus Lobito w Iquique, zje obiad w Domu Rekolekcyjnym sanktuarium Matki Bożej z Lourdes ojców oblatów. Po nim uda się na lotnisko, gdzie po krótkiej ceremonii pożegnania, odleci do Limy i tym samym rozpocznie wizytę apostolską w Peru, która potrwa do 22 stycznia.

KAI